Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lutego 2011

To skomplikowane (sprzed półwiecza)

Na Fejsbuku istnieje możliwość zaznaczenia statusu związku „To skomplikowane”, zastanawiam się czy to przypadkiem nie najlepiej określa relacji nienormatywnych. To że ktoś np. jest homoseksualny, czy transpłciowy nie musi przecież oznaczać, że jest kłirowy... Poniżej ilustracja słowno-muzyczna sprzed półwiecza prezentująca sytuację z kategorii „To skomplikowane”.

Słowa: Jeremi Przybora, muzyka: Jerzy Wasowski, wykonanie: Wiesław Gołas.

niedziela, 13 lutego 2011

14 lutego – Dzień Kosmicznego Indywidualisty

Zaraz, zaraz 14 lutego? Przecież przede wszystkim to Walentynki – Dzień Zakochanych i takie ilości słodyczy, różowego lukru i popeliny, że aż mdli. Zgadza się, nie jestem fanką Walentynek, a jednak niedawno sama dla siebie odkryłam ten dzień zupełnie na nowo, jako również moje święto! Bo to nie tylko dzień zakochanych, chorych psychicznie czy na epilepsję, ale i Dzień Quirkyalone...

Jakkolwiek bym o sobie nie myślała, to jednak nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że mogę w jakiś sposób wpisywać się w określenie queer. Owszem zauważałam jakieś odchylenia od normy, ale prawdziwe „objawienie” przyszło dopiero około dwóch lat temu.

Spodziewacie się jakichś pikantnych szczegółów? Jakiegoś wielkiego szoku? To jesteście w błędzie. Otóż pewnego dnia przeczytałam artykuł o quirkyalone i nagle oślepiający błysk zrozumienia: to o mnie! I na pojawienie się quirkyalone zareagowało tak wielu ludzi w różnym wieku, różnego pochodzenia, więc wydawać się może, że nic w tym dziwnego. Chociaż z drugiej strony powinnam się już nauczyć czy przyzwyczaić, że pewne rzeczy są dla większości nie do przyjęcia. I tak jest z quirkyalone. Jak dla mnie – żadna nowość, żadna moda, tylko nowe określenie pewnego stylu życia. Niestety błędne tłumaczenie na język polski odbiera mu prawdziwe znaczenie i ma raczej negatywny wydźwięk – „samotny dziwak”. Muszę napisać tu kilka słów wyjaśnienia: quirkyalone nie jest bynajmniej samotny, chociaż wybiera życie w pojedynkę i przedkłada je nad szukanie na siłę partnera, tylko po to, by być w związku i uniknąć samotności. Jest trochę takim romantykiem w XXI wieku, nie lubi kompromisów, dobrze czuje się sam, w swoim towarzystwie, więc faktycznie dla niektórych może być to „dziwaczne”. Ja wolę określenie „kosmiczny indywidualista”, bo czyż to nie kosmos funkcjonować sobie bez opierania się, w moim przypadku, na męskim ramieniu, nie marząc o białej sukni, gromadce pociech, rodzinnym gniazdku? Powinnam przynajmniej szukać okazji do zdobycia jakiegoś osobnika płci przeciwnej, bo chociaż mamy XXI wiek, nadal dziewczyna, kobieta okazuje się być definiowana poprzez posiadanie bądź brak partnera. Wiem z autopsji.

Moja babcia przy każdej nadarzającej się okazji pyta: „masz jakiegoś chłopca?”, a na niezmienną odpowiedź: „nie!” załamuje ręce nad moim losem i z niedowierzaniem kręci głową. Nastoletnia siostra pyta, czy zamierzam zostać „starą panną z gromadką kotów”. „Troskliwi” znajomi wciąż starają się dociec, co ze mną nie tak i czy przypadkiem nie wolę jednak dziewczyn, co więcej, czują się też zobowiązani do udzielania rad tak nieprzystosowanej do życia koleżance...

Najwyraźniej dla nich wszystkich jestem więc queer i nadszedł dzień, gdy muszę szczerze wyznać: dobrze mi z tym! A jutro oczywiście będę świętować, ale sama, na swój sposób ;).

piątek, 11 lutego 2011

Natura bywa silniejsza, a miłość niemożliwa

Zbliżają się Walentynki. Witryny sklepowe przeistaczają się w gigantyczne serca, wszystko wokół staje się agresywnie czerwone. Cóż, czerwony to taki kolor obok którego nie da się przejść obojętnie, bo kłuje w oczy. W fotografii kolorowej wokół czerwieni buduje się kompozycję, a w życiu mówi o miłości.

Opowiem Wam pewną historię, którą usłyszałam dawno temu. Właściwie zaczyna się dość banalnie. On taki przystojny, ona taka piękna, zakochują się w sobie. Planują wspólną przyszłość, pobierają, urządzają swoje gniazdko. Pełnia szczęścia, choć nie mają dzieci, ale są jeszcze młodzi. Mają czas. Takie nowoczesne małżeństwo. Partnerskie. Ewenement jak na wczesne lata 80-te. Ona taka kobieca, on taki męski. Świetnie się ze sobą dogadują. Ona radzi koleżankom, co robić by związek był udany, a on?

Niespodziewanie, z dnia na dzień ona staje się nieobecna. Wycofuje się z życia towarzyskiego. Nikt nie wie, co się stało. Idealne małżeństwo się rozpadło? Dlaczego? Domysłom nie ma końca. Taka ładna para, przecież tak bardzo się kochali… Rozwodu chyba nie będzie, bo ślub był kościelny. Poza tym ona jest taka wierząca, a on przecież nie jest zły. Pogodzą się.

Znaleziono ją w łazience. Była zanurzona w czerwonej od krwi wannie. W tej samej łazience, w której przez otwarte drzwi zobaczyła swojego ukochanego męża z innym mężczyzną. Niepotrzebnie wróciła wcześniej do domu…

Podobno kobiety bardziej od tego, że ukochany mężczyzna ich nie kocha boli to, że nie są przez niego pożądane. Myślę, że jedno i drugie boli tak samo. Czasem tak bardzo, że nie da się tego znieść.

Niestety znam jeszcze kilka takich smutnych historii, gdzie potrzeba zaspokojenia większości społeczeństwa jest tak silna, że popycha niektórych do zagłuszania siebie i mniej lub bardziej świadomego ranienia innych. Natura bywa silniejsza, a miłość niemożliwa.

Na koniec, słowa uznania dla wszystkich gejów i lesbijek oraz jak się okazuje innych orientacji, których jeszcze nie ogarniam, za odwagę bycia sobą! Uwielbiam Was! Przy okazji apeluję do heteryków by się nie lękali, tylko przyjmowali świat na bogato ;) Dzięki temu, rosną szanse na szczęśliwą miłość, czego sobie i Wam życzę :)